text.skipToContent text.skipToNavigation
background-image

Tajemnice Nalewek von Nagiel, Henryk (eBook)

  • Verlag: Ktoczyta.pl
eBook (ePUB)
3,49 €
inkl. gesetzl. MwSt.
Sofort per Download lieferbar

Online verfügbar

Tajemnice Nalewek

Akcja powiesci toczy sie w swiatku zydowskich handlarzy i bankierów. Z kasy banku dzielnicy Nalewki znika duza suma. Kasjer odpowiedzialny za bezpieczenstwo gotówki lezy martwy w swoim mieszkaniu. Podejrzenia padaja na mlodego pracownika banku. Co tak naprawde wydarzylo sie na Nalewkach? Zagadke zamierza rozwiazac wywiadowca policyjny Fryga. Powiesc kryminalna ukazujaca klimat Warszawy za czasów carskiej okupacji.

Produktinformationen

    Format: ePUB
    Kopierschutz: watermark
    Seitenzahl: 363
    Sprache: Polnisch
    ISBN: 9788379033140
    Verlag: Ktoczyta.pl
    Größe: 4404 kBytes
Weiterlesen weniger lesen

Tajemnice Nalewek

Rozdzial I Zamknieta kasa
Dzien 4 wrzesnia 1877 roku byl pamietny dla firmy Ejteles i Spólka, której kantory i sklady miescily sie na jednej z ulic laczacych dzielnice Nalewek ze srodkiem miasta.

Firma Ejteles i Sp. nie miala poza soba powazniejszej przeszlosci bynajmniej, powstala ona niedawno, tym swietniej jednak zablysnela. Byl to zreszta czas, kiedy nowe firmy wyrastaly jak grzyby po deszczu. Naczelnikiem i glowa firmy byl Abraham Ejteles, stary bankier Nalewek, od lat czterdziestu prowadzacy tam operacje, pewne a spokojne, na wlasna reke. Dopiero od dwóch lat energia obecnych wspólników potrafila go wyrzucic ze zwyklej kolei interesów, na których powoli robil miliony, i pchnac na nowa, dotad nieznana droge. Obroty interesu starego Abrahama zostaly potrojone i urozmaicone... Miejsce brudnej izdebki w lewej oficynie jednego z olbrzymich domów przy ulicy Franciszkanskiej zajela wspaniala amfilada bogatych pokojów, szeregi biurek i kratek, tlumy zgietych kantorzystów, przestronne sklady i ksiazece przedpokoje.

Interes bankierski, komisowy i ekspedycyjny Ejteles i Sp. zajmowal cala polowe wielkiej posesji, dluga pietrowa oficyne i przylegajace do niej sklady. Za biurami znajdowal sie ogród, a w glebi ogrodu rodzaj malenkiego palacyku sluzacego za mieszkanie dla Abrahama, jego rodziny i dwóch wspólników.

W oficynie zajetej na biura, na parterze miescil sie interes komisowo-ekspedycyjny i cukrowy, a na pierwszym pietrze kantor bankierski, kasa i gabinety szefów interesu.

Mijajac galonowanego szwajcara, wchodzimy na pierwsze pietro.

Juz godzina jedenasta rano. Biura kantoru pelne sa pracujacych, znajduja sie tez i interesanci. Na wybitej czerwonym pluszem lawce, obiegajacej polowe pierwszego pokoju, siedzi kilka osób. Inni przechadzaja sie niecierpliwie wzdluz pokoju.

W ogóle kantor ma jakis dziwny, niepraktykowanie ospaly i zagadkowy wyglad. Nie ma tego ciaglego ruchu pracujacych i interesantów, skrzypu drzwi, spiesznych kroków, calego owego zwyklego zycia. Zdaje sie, ze kola maszyny stanely w ruchu.

Jeden z interesantów, przechadzajacy sie niecierpliwie po pokoju, naraz przystanal i uderzyl laska w podloge. Byl to gruby Izraelita w dlugim surducie, o duzej czarnej brodzie.

- No, ja nie rozumiem, co to jest! - zawolal, nie zwracajac sie specjalnie do nikogo - godzina jedenasta, ja sie spóznie na gielde... Kasa ma byc otwarta o wpól do dziesiatej, a tu dotad jeszcze nic nie widac... Ja mam odebrac pieniadzów, ja potrzebuje kryc jeszcze dzis. Ja moge stracic...

Alokucja ta wywarla na zgromadzonych znaczne wrazenie. Dalo sie slyszec jeszcze kilka wykrzykników, niektórzy z interesantów podniesli sie z lawek i zaczeli cos szeptac...

Z glebi pokoju, zza kratki, wyszedl mlody czlowiek, jasny blondyn, w zlotych binoklach, pelen elegancji.

- Prosze szanownych panstwa - rzekl, wyciagajac reke gestem pelnym wdzieku - wybaczyc chwilowe spóznienie sie naszego kasjera. Poslalismy juz po niego do domu.

- Co to jest spóznienie! Ja w interes nie rozumiem spóznienie - przerwal mu zapalczywie gruby kupiec - ja moge miec strate...

- Poslalismy w tej chwili po kasjera... - ciagnal zdetonowany blondynek.

- A jak un jest w Ameryke! - przerwal jakis maly z zóltym zarostem ydek za plecami blondyna.

Kilka osób sie rozesmialo. Blondyn zupelnie byl zdetonowany. Postal jeszcze chwilke, a nastepnie szybko wyszedl do nastepnych pokojów. Tutaj nie widac bylo interesantów, znajdowali sie tylko sami pracownicy. Wszyscy byli jak gdyby pomorzeni. Robota ustala, pióra lezaly obok ksiazek. Szeptano do siebie, pytajac, co moglo byc powodem spóznienia sie kasjera.

Bo tez fakt ten nie byl wcale tak powszedni, jakby sie moglo zdawac na pierwszy rzut oka. Kasjer, pan Mojzesz Halberson, starzec dobrze juz pochylony przez lata, lecz wcale krzepki, odznaczal sie wyjatkowa punktualnoscia. Od czasu zorganizowania ka

Weiterlesen weniger lesen

Kundenbewertungen